jueves, 19 de septiembre de 2013

list znaleziony niespodziewanie


Kochana Haniu, 

Oto te słowa które miałam Ci na żywo powiedzieć a nie miałam odwagi... Wiesz, patrzyłam na  te dni u Ciebie jako szansa  na nadrobienie „straconego” czasu, na porozmawianie, pewnie na łóżku, kiedy nawet mi się już ziewa i ledwo na oczy widzi, ale wciąż jest chęć na rozmowę o takich mniej przyziemnych sprawach. Fajnie się z Tobą o tym rozmawia, chociażby po polsku, co utrudnia mi wysławianie się. Ale, nawet i licząc się z tą małą przeszkodą, myślę że się rozumiemy. Że, tak jak Ty któregoś dnia powiedziałaś, znamy się i potrafimy do pewnego stopnia odgadnąć jaki będzie nasz następny krok czy nasze zachowanie.

To, oczywiście, przyszło z czasem... nie potrafię określić czy spędziłyśmy dużo czy mało czasu razem  ze sobą. Z aktualnej perspektywy, i biorąc pod uwagę te jedyne pięć dni, praktycznie cztery, sądzę że mało. Takie mam uczucie po naszym ostatnim spotkaniu, wcale nie przyjemne. Ale jednak mam w zamian za to pełne garści wspomnień. Te ostatnie nie powiem że należą do najlepszych chwil... ale musisz wiedzieć że to tylko ze względu na mnie. Byłam zablokowana, spięta, zbyt zawstydzona może, aby zacząć mówić o tym wszystkim co czuję i co przeżyłam przez ten ostatni rok. To co czuję do niej, sytuacja w domu, zmiana grupy koleżanek... teraz dołączyło się do tego kolejne rozstanie z Wami, o którym wciąż pamiętam, i które stawia przede mną nowe pytania... choć wydaje mi się że już znam odpowiedź na te pytania. Jeszcze muszę wiedzieć czy da się to zrealizować. Mam na myśli powrót do Polski, tym bardziej że teraz sytuacja w Hiszpanii też mnie do tego zmusza. Ale nie będę się czymś tak dalekim już łudzić. Myślę o tym w ten sposób że każde rozstanie od tego momentu między nami to jedno mniej, aż w końcu kiedyś będzie możliwe widywać się co weekend, czy raz na miesiąc. Wiem, że byłoby wspaniale. Kiedy tak z Wami nie było? Może i częstszymi spotkaniami zabiłybyśmy ten dreszczyk emocji, to uczucie kiedy wiesz że czas się kończy nawet od pierwszego dnia i że jesteś zmuszona czerpać szczęście z każdego i najdrobniejszego momentu. Właściwie to całe życie na tym polega.


Dni w Madrycie, w mieszkaniu, choć często się umawiałam z koleżankami, stały się trochę gnębiące... [...]

No hay comentarios:

Publicar un comentario