Kochana Haniu,
Oto te słowa które miałam Ci na żywo powiedzieć a nie
miałam odwagi... Wiesz, patrzyłam na te
dni u Ciebie jako szansa na nadrobienie
„straconego” czasu, na porozmawianie, pewnie na łóżku, kiedy nawet mi się już
ziewa i ledwo na oczy widzi, ale wciąż jest chęć na rozmowę o takich mniej przyziemnych
sprawach. Fajnie się z Tobą o tym rozmawia, chociażby po polsku, co utrudnia mi
wysławianie się. Ale, nawet i licząc się z tą małą przeszkodą, myślę że się
rozumiemy. Że, tak jak Ty któregoś dnia powiedziałaś, znamy się i potrafimy do
pewnego stopnia odgadnąć jaki będzie nasz następny krok czy nasze zachowanie.
To, oczywiście, przyszło z czasem... nie potrafię
określić czy spędziłyśmy dużo czy mało czasu razem ze sobą. Z aktualnej perspektywy, i biorąc
pod uwagę te jedyne pięć dni, praktycznie cztery, sądzę że mało. Takie mam
uczucie po naszym ostatnim spotkaniu, wcale nie przyjemne. Ale jednak mam w
zamian za to pełne garści wspomnień. Te ostatnie nie powiem że należą do
najlepszych chwil... ale musisz wiedzieć że to tylko ze względu na mnie. Byłam
zablokowana, spięta, zbyt zawstydzona może, aby zacząć mówić o tym wszystkim co
czuję i co przeżyłam przez ten ostatni rok. To co czuję do niej, sytuacja
w domu, zmiana grupy koleżanek... teraz dołączyło się do tego kolejne rozstanie
z Wami, o którym wciąż pamiętam, i które stawia przede mną nowe pytania... choć
wydaje mi się że już znam odpowiedź na te pytania. Jeszcze muszę wiedzieć czy da
się to zrealizować. Mam na myśli powrót do Polski, tym bardziej że teraz sytuacja
w Hiszpanii też mnie do tego zmusza. Ale nie będę się czymś tak dalekim już
łudzić. Myślę o tym w ten sposób że każde rozstanie od tego momentu między nami
to jedno mniej, aż w końcu kiedyś będzie możliwe widywać się co weekend, czy
raz na miesiąc. Wiem, że byłoby wspaniale. Kiedy tak z Wami nie było? Może i
częstszymi spotkaniami zabiłybyśmy ten dreszczyk emocji, to uczucie kiedy wiesz
że czas się kończy nawet od pierwszego dnia i że jesteś zmuszona czerpać
szczęście z każdego i najdrobniejszego momentu. Właściwie to całe życie na tym
polega.
Dni w Madrycie, w mieszkaniu, choć często się umawiałam z
koleżankami, stały się trochę gnębiące... [...]
No hay comentarios:
Publicar un comentario